poniedziałek, 26 października 2015

Blanka szybkim choć bezpiecznym manewrem podjechała pod dom swoim granatowym kombi. Samochód z łatwością wjechał w wąską bramę, lekko wchodząc w poślizg. Droga była oblodzona a zima nie oszczędzała chłodem i śniegiem otulając wieś puchem. Wyciągając kluczyk ze stacyjki oparła łokcie o kierownice spojrzała przed siebie, jej oczy zaszły szklistą mgłą radości pomieszanej ze strachem. To jest już moje - odetchnęła głęboko czując wciąż poranne mdłości- Nasze -poprawiła się zawstydzona. Za rogu domu Eryk z szeroko uśmiechniętą twarzą wyszedł jej na powitanie. Ubrany od stup do głów jak przystało na budowlańca zimową porą, w czarną kurtkę która okrywała kilku warstwowe ubranie a daszek czapki wychylał się spod kaptura. Twarz poczerwieniała od mrozu i zmęczenia, nie ujmowało to jednak jego naturalnemu wdziękowi. Pociągał ją mimo tych warstw ubrań i nigdy nie potrafiła tego przed nim dobrze ukryć. Miał łagodne chłopięce rysy które podkreślały duże zielone oczy, wciąż panujący nieład jego włosów zmuszał go do ścinania na krótko, dodając mu męskości. Trzy dniowy zarost skrywał delikatne rysy choć zapuszczany był z braku motywacji i chęci Eryka niż zaplanowanego działania. Pracował przy dociepleniach budynków mieszkalnych lecz nie tylko na tym się znał. Często zmieniał pracę i między czasie uczył się nowych specjalizacji. Był na tyle rzetelnym i dobrym pracownikiem, że każdy z pracodawców nie potrafił znaleźć na jego miejsce podobnego do niego człowieka, gdy odchodził znudzony poszukując czegoś nowego. Praca dawała mu wiele radości, dzięki niej rozwijał się i uczył co rusz nowego zawodu. Szybko pojmował w czym rzecz stając się jednym z najlepszych. Mimo ciągłej pracy i pogoni za satysfakcją uwielbiał podróżować. Za czasów gdy był kawalerem po prostu wsiadał w pierwszy lepszy pociąg i jechał przed siebie poznając nowych ludzi i miejsca. Typ niewzruszony i pożądliwy nowych wrażeń, teraz osiadł w jednym miejscu u boku ukochanej mu kobiety. Była jego muzą, miłością życia której nie był wstanie okiełznać i zdominować na tyle by poczuć się pewnie w tym związku. Jednak nie wyobrażał sobie życia bez Blanki i ich córeczki, teraz gdy nosiła jego syna dumnie spoglądał na swoją rodzinę, czując że spełnił się jako mężczyzna. Zadrżała od wiatru jaki ją przeniknął wychodząc już z ogrzanego samochodu.
-Przywiozłam materiały, jak prosiłeś- rozejrzała się w około kierując wzrok na dom który jeszcze tak bardzo odbiegał od ideału jaki sobie zamierzyła.
-Dzięki wielkie! Nie wiem co bym bez ciebie zrobił!- z nutką ironii jak mu się zdarzało wypowiadać te słowa- Dobrze się czujesz? Wyglądasz na zmęczoną?
Uciekła wzrokiem od odpowiedzi bo przecież było jasne jak mogła się czuć. Było jej już to znane mimo, że tym razem jest inaczej. Wyjątkowo inaczej, brak czasu skoncentrowania się na sobie i na tej niezwykłej chwili.
- Zaraz wracam - odwróciła się i poszła przed siebie tam gdzie uciekała od kilku dni przyjeżdżając z miasta.
Kilka kroków dalej stojąc przed ogromną starą pięćdziesięcioletnią stodołą zadrżała w myśli ile to drewno czuło rąk kiedy je otwierano. Złapała mocno za ogromne drzwi walcząc z wiatrem, wchodząc do środka podmuch rzucił drzwiami tak mocno, że odbiły się od jej pięt. Skrzywiła się robiąc krok do przodu
- Mimo wszystko zabolało! Tak mnie witasz?- ucięła z cierpkim wyrazem twarzy.
Budynek swoje przeżył, między deskami widniały duże szczeliny po wyrwanych od wiatru desek. Poczuła przenikliwie piękny zapach siana i słomy co przypomniało jej najpiękniejsze chwile z dzieciństwa. Mało było tych dobrych jednak jak ma pamiętać te szczególe chwile, to na pewno wiązały się z zapachem siana i zwierząt. Stodoła podzielona została na dwie strony gdzie trzymano siano i rzepak a po środku widniała spora ścieżka uścielana toczakami i zasypana torfem.
Przejazd dla maszyn rolniczych-pomyślała. Ciężki dach o spadzistych krawędziach skrzypiał pochmurnie. Doszła do drzwi na końcu budynku przez które przejeżdżały niegdyś traktory na pola uprawne. W desce widniała spora szczelina przez którą wyjrzała , widok olśnił jej umysł- mimo że nie pierwszy już raz na niego patrzała- czuła nieprzeniknione olśnienie a w myślach zobaczyła wypełniające się pastwiska zwierzętami. Kawałek poletka który należał już pod ogród kołysał się od zarośli. Poczuła znów nieprzeniknione mdłości, zakręciło jej się w głowie- sama nie wiedziała czy od emocji czy od stanu w jakim była- czuła jednak że musi złapać się belki by nie upaść.
-Tak kochanie to będziemy realizować, Ty i Ja razem mimo wszystko! Przeciw wszystkim!
Jedyne co wciąż tkwiło w jej głowie, to ta męcząca ją myśl - Jak przekonam Eryka do swoich planów które tak bardzo odbiegają od jego?
Ciężkie samochody dostawcze przywoziły materiał budowlany rozjeżdżając coraz bardziej mokry grunt przed domem. Po wykarczowaniu podwórka nabrało to lepszego wyglądu, gruz zebrany został w jednym miejscu do wykorzystania na podłoże pod wylewki w pomieszczeniach mieszkalnych. Lecz pozostały korzenie po młodych drzewkach i starych orzechach które wycieli wcześniej byli właściciele. Jednak tym Blanka zdecydowała zająć się wiosną jak już ziemia ogrzeje się od słońca i stopnieje gdy przymrozki osłabną nocami. Mimo że jeszcze śnieg nie spadł mróz już gryzł w policzki. Obraz obejścia rozjaśniał się Blance coraz bardziej choć lęk że finansowo nie podołają prześladował ją bez wytchnienia.


-Przyniosła to do prania ? - Staszek wraz z Klementyną stali nad reklamówkami pełnymi prania.
- Przecież dziewczyna musi gdzieś to wyprać, wiesz że większość już przewieźli do domu z mieszkania, to gdzie ma to prać ?- Ela jak zawsze zmarszczyła mocno czoło pod napływem negatywnych uczuć. Nie rozumiała Staszka mimo, że był jej mężem od ponad dwudziestu lat. Ciągłe ich kłótnie i brak porozumienia niszczył dzieciństwo ich dzieci. Klementyna zaś wdała się w ojca i jej brak zrozumienia do Blanki napawał matkę złością. Jako matka starała się łagodzić spięcia między siostrami, nie było to łatwe gdy w domu cały czas panowała nerwowa atmosfera którą tworzył Staszek. Był on nieugiętym człowiekiem, jeśli w coś wierzył to nie można było zmienić jego zdania. Zawsze krytyczny i pesymistycznie nastawiony do wszystkiego, każde ryzyko jakie ponosiła Blanka było z góry przez niego przesądzone niepowodzeniem i dotkliwie komentowane.Wysoki krępy i postawny mężczyzna- tak mogła określić jego wygląd. Twarz pozbawiona mimiki kiedy słuchał o kolejnym planie córki nie wyrażała uczuć, nawet odrobinę zainteresowania. Spoglądał tylko zimnymi oczami na jej twarz pełną pozytywnych uczyć i myślał. Wciąż myślał, czasem zapominając się głaskał się po siwej brodzie. Jego siwe włosy dodawały mu fizycznej mądrości i nieustępliwości z czego się szczycił. Czasem wychodziła z niego duma z tego. że nikt nigdy nie potrafił się mu całkowicie przeciwstawić. Tym bardziej w pracy. Za młodu praca na Hucie w ciężkich warunkach  zahartowała jego delikatne do życia usposobienie, wyzbył się pasji naciskany przez swego ojca który był zdania że kucharz nie utrzyma siebie i rodziny. Podjął prace tuż po szkole zawodowej na którą w ogóle nie miał chęci, marzył o szkole gastronomicznej. Jego pasja gotowania i przyrządzania wykwintnych dań poszła w zapomnienie dopiero po latach gdy już miał swoją rodzinę realizował swoje zainteresowania gotując dla rodziny. Klementyna zaś w swym podobieństwie do ojca bała się jakichkolwiek zmian i nie potrafiła zaryzykować. Prosta w swym usposobieniu i ograniczona jakże intelektualnie syciła się nudnym życiem. Głównym jej sukcesem i spokojem jakie jej dawało życie była stała praca i związek z nienawidzonym przez Blankę Piotrem. Była absolutnym przeciwieństwem Blanki. Natura podróżniczki, ryzykantki i goniącej za marzeniami była jej obca wręcz napawała Klementynę złością i zazdrością za dążenie i spełnienie choćby dla niej nie zrozumiałych marzeń.
- Ja nie mam zamiaru płacić za tak horrendalne rachunki za wodę !- wykrzyczała matce w twarz. Następnie odwróciła się na pięcie i poszła do swojego pokoju.
- Staszek mógłbyś coś powiedzieć, porozmawiać z nią przecież jedno czy dwa prania nie zawalą waszego życia ! Do jasnej cholery idzie zwariować w tym domu!- Ela szybko traciła równowagę, jej nerwowość zawsze ją zdradzała i ogarniała niczym ogień suchy las.
Nie potrafiła wytrzymać psychicznie w złośliwej aurze jaka panowała w ich domu od dawna. Niska drobna kobieta o wyraziście zmęczonej twarzy kruszyła się od nerwów. Zmarszczki które z dnia na dzień przybywały dawały obraz zmęczenia i rozgoryczenia z życia w jakim tkwiła.Była bezsilna na nadchodzącą burzę.


sobota, 17 października 2015

Już nie wróciła.
 Kłótnie w domu odebrały jej chęć walki by przemówić mężowi do rozumu. Czuła się na straconej pozycji gdyż teście brali stronę Eryka, mieli być współwłaścicielami domu co wiązało się  z zależnością od nich portfela i zdolności kredytowej. Nie miała szans by zmieni zdanie.
 Bolało ją to bardzo, co chwile spoglądała na zdjęcie domu w swoim komputerze i nie mogła znieść myśli że już nigdy tam nie wróci.
Przeglądała wszystkie ogłoszenia które ukazywały się na stronach internetowych, pytała w biurach nieruchomości. Traciła nadzieję po każdym domu którego odwiedzali. Już nic nie tańczyło jej tak w duszy jak dom na wzgórzu. Bała się że nastąpi sytuacja gdy zdecydują się na pierwszy lepszy dom byle by już skończyć te żmudne poszukiwania.
I tak się też stało.
Ostatnia gazeta z ogłoszeniami, jedyny dom utrzymujący się w osiągalnej dla nich kwocie, pierwsze oględziny i szybka decyzja. Dom nie był szczytem marzeń, dużo mu do ideału brakowało. Budowany tuż po drugiej wojnie z cegieł. Zewnątrz wyglądał dobrze, przyzwoity z blachy dach ale to było wszystko co mogło do niej przemówić. Wybudowany tuż przy drodze w centrum wsi ograniczał prywatność. Wąska działka bez ogrodzenia i wszech leżący gruz w zakamarkach podwórka. Do ściany tylnej domu dobudowana była obora gdzie kiedyś trzymano konie za czasów świetności gospodarki którą tutaj prowadzono przez byłych właścicieli, teraz zawalony dach i popękane mury szpeciły podwórko. Wzdłuż podwórka dalej za oborą stał ogromny garaż, ponad czterysta metrów kwadratowych kolos pokryty eternitem. Dzieląc wąskie podwórko od pola i sadu który kiedyś porastał ten zagajnik dzieliła drewniana stodoła. Wszystko porośnięte chwastami i samosiejkami na wysokość trzech metrów ograniczył Blanki wyobrażenie jak mogło by to wyglądał po doprowadzeniu do porządku. Przebiegające myszy pod stopami wzdrygały ją od decyzji.
W pierwszym momencie była przerażona widokiem ale słuchała zachwalań Eryka nad posesją i wstrzymała się od komentarza. Do drzwi domu prowadziły małe schody na których leżały martwe gryzonie pewnie poduszone dla zabawy przez okoliczne koty. Drzwi otworzył mąż właścicielki która odziedziczyła spadek po zmarłych rodzicach. Weszła do środka pierwsza gdyż Eryk jeszcze skupiał uwagę na mury szacując w jakim są stanie rynny. Zapach wilgoci uderzył w jej nozdrza ale korytarzem kierowała się do pomieszczenia jadalnego i kuchni, Dom budowany w systemie przejścia z izby do izby kończąc koło na drzwiach wyjściowych. W kuchni betonowa posadzka jakby zapadła się pod ciężarem byłych właścicieli tworzyła lej skierowany do środka pomieszczenia. Jakby wpaść do piwnicy której tu nie było chciała. Sufit w kuchni spuchł wisząc im groźnie nad głowami jakby w każdej chwili mógł zawalić się  na nich z impetem.Belka na strychu okazała się przecięta wzdłuż doprowadzając załamanie stropu. Spękane ściany w izbach, odpadający tynk, drewniane stare deski skrzypiące od naporu stóp i wszech obecna wilgoć przerażała Blankę a koszty remontu rosły w oczach dodając kolejne zera do sporej sumy. Nie widziała tego w dobrych barwach czuła, że to co niesie ze sobą ten dom to nic dobrego.
Bała się tej decyzji mimo iż wiedziała że została podjęta. Cieszyła się mimo wszystko jednocześnie była przerażona ogromem prac jakie ich czekały i kosztami jakie poniosą w remoncie.

Milczała w drodze powrotnej, teście z Erykiem rozmawiali co będzie trzeba kupić. On sam podekscytowany i chyba zaślepiony swoją wizją nie zauważył, że Blanka siedziała smutna wpatrzona na toczący się krajobraz tylnej szyby samochodu. Miała milion myśli na minutę ale starała się nie rozpłakać. Chciała wierzyć w to co oni, mając niespełnione marzenie domu na wzgórzu.




Podjeżdżali samochodem na wzniesienie, Blanka na tylnym siedzeniu zastygła widząc ten obraz. Biały domek ze zniszczonym płotkiem przed oknami a obok rosnący stary orzech włoski.Po lewej stronie domu sad ogrodzony siatką gdzieniegdzie już dziurawą a za domem ogromna stodoła i budynki gospodarcze. Brat zaparkował samochód tuż przy bramie domu, metalowa i ciężka, od razu można było zobaczyć że została zrobiona własnoręcznie i dokładnie przez byłego gospodarza. Eryk stał z Wojtkiem przy samochodzie przyglądając się w jakim stanie jest dach.
 - Tak, to nowy eternit, wygląda dobrze- powiedział Wojtek.
- Ciekawy jestem jak krokwie- odpowiedział Eryk drapiąc się po głowie.
Blanka nie słuchała ich komentarzy, czuła jak dom przyciąga ją do siebie zapiera jej dech w piersiach i zaprasza. Złapała za metalową klamkę furtki i pchnęła z całych sił, rozległ się pisk nie naoliwionych zawiasów. Chodnik wyłożony kamieniami skierował jej kroki na tyły domu.
A tam przeuroczy wiatrołap chroniący domu od zimna hulającego wiatru, cały z małych szybek na górze a na dole ścianki wykonane z  drewna. Zaparło jej dech w piersiach, marzyła by wejść do środka poczuć zapach domu rozejrzeć się na piętrze. Niestety właściciela domu nie było w kraju jak poinformowała ją miła pani z biura nieruchomości. Silny poryw wiatru rozruszał liście orzecha jakby chciał zwrócić na siebie uwagę. Był piękny a jego cień oplatał większość podwórka przed domem. 
- Widzę Cię mój Drogi, widzę ! - powiedziała dość głośno na co Eryk spojrzał ze zdziwieniem, że mówi sama do siebie. Nie potrafiłby się domyśleć, że wita się ze starym drzewem które nakarmiło nie jeden brzuch swoimi smakowitymi owocami. 
Stodoła stabilnie niczym kolos stała odgradzając podwórko od pola, jej ogromne drzwi zaryglowane było sporą deską i zabite gwoździami. Mimo tego między deskami mogła zobaczyć duże ilości słomy które nadal nadawały się na ściółkę. Promienie słoneczne oświetlały ją od środka przechodząc między szczelinami jej zabudowy. Do stodoły dobudowany był murowany budynek gospodarczy z dwoma wejściami. Po układzie boksów Blanka rozpoznała że było tam miejsce  na świnie, krowę i konia. W drugim zaś pomieszczeniu typowy kurnik z grzędami i miejscami gdzie kury wysiadywały jaja. Ściany zabrudzone prosiły o wybielenie wapnem a podłoga jeszcze wyścielana była starą ściółką z odchodami zwierząt które jakiś czas temu tu jeszcze mieszkały. Czuć było zapach który nie odrzucał Blanki ani nie szokował, on przywołał znów zapach z dzieciństwa gdy pomagała w gospodarstwie ciotki.
- Jezu jak tu śmierdzi!-krzyknął wchodząc do budynku Eryk.
Nawet na niego nie spojrzała tylko uśmiechnęła się ironicznie i wyszła idąc w stronę sadu. Zatrzymała się przy starej jabłoni rozejrzała się wokoło i zrobiła głęboki wdech zatrzymując powietrze w płucach jakby chciała zatrzymać je na zawsze i się jego  rozkoszować czystością jeszcze długo.
-Czy to miejsce Eryku nie jest piękne ? Czuje to miejsce, ono jest dla nas- jej oczy nabrały blasku gdy na nie patrzył.
-Kochanie to zły pomysł, oczywiście to wszystko tutaj jest bardzo ładne ale spójrz to odludzie.Ja będę cały dzień w pracy a ty tutaj sama ? A jak ktoś wam tu krzywdę zrobi kto ci pomoże ? Jak znajdziesz ratunek ? Nie, nie ma mowy! O! a latem burza, jeszcze tego by brakowało jakby piorun uderzył w drzewo! Nie jestem za!
Eryk ten prosty człowiek a nagle tyle skomplikowanych myśli w jego głowie na raz- cóż za ironia pomyślała. Zaczęła się śmiać głośno wpadając wręcz w histeryczny - Jeszcze powiedz że UFO nas tu nawiedzi!- śmiejąc się coraz bardziej i głośniej.
- Nie rozśmieszaj mnie, zobacz z okna kuchni będę widziała jak bawi się nasza córka a z okna pokoju kiedy wracasz do domu. Kilka metrów dalej ktoś się już buduje. Opanuj swoją fantazję, proszę! ten dom jest dla nas stworzony a ty tego nie chcesz zobaczyć!- czuła jak nerwy zaczynają brać nad nia górę.
- Przemyślimy to w domu-odrzekł Eryk i odszedł kierując się do bramy.
Spojrzała w stronę słońca które kierowało się już ku zachodowi, przymknęła oczy chciała wsłuchać się w odgłosy natury lecz Eryk zaczął nerwowo ją wołać by wracać do domu.
-Wrócę do Ciebie najdroższy- powiedziała mijając dom.

sobota, 10 października 2015

Rozdział Pierwszy
Myśl




                         Zaczęło się od myśli. Myśl rozwijała się w niej od dziecka. Stopniowo i powoli. Ona nie pozwalała czasem zasnąć, kołatało się w niej niczym stłumiona krew w zatkanej żyle. Tętniła, dudniła. Pragnąć płynąć, krążyć i dotleniając wszystkie komórki. Tworzyć nowe życie. Chciała iść dalej. Czas grał jej na korzyć. Moment w którym była dał szansę na spełnienie marzeń. Jedyną przeszkodą był Eryk.
Stał niczym pomnik na drodze do jej szczęścia, klinując rozwój myśli w który w niej postępował.
Mieszkanie w wieżowcu w handlowym centrum Częstochowy był spełnieniem jego marzeń, czego było mu trzeba więcej ? Do sklepów blisko, do pracy dojazd komunikacją miejską. Niczego mu nie brakowało. Miał ładnie umeblowane mieszkanie, które rzecz jasna nie należało do niego ale nie przeszkadzało mu płacenie horrendalnego wynajmu właścicielom. Po co miałby sobie komplikować życie kredytem? Uwiązaniem się na kolejne dwadzieścia lat? Po jaką cholerę! - pomyślał.
Blanka za to patrzyła przed siebie, w oczach szkliły jej się napływające łzy. Ciężko było jej ukryć o czym własnie myślała. Nawet nie chciała, czuła że jeśli w tym momencie czegoś nie powie będzie dla niej to końcem tematu którego nawet nie zaczęła. Chciała krzyczeć i wrzeszczeć jakie to dla niej ważne ale wiedziała że takim rodzajem rozmowy nic nie wskóra.
-Eryku pomyśl o dziecku, będzie miała na wsi inne życie. Świeże powietrze, przestrzeń to wszystko co my mieliśmy w dzieciństwie czego ona tu w mieście nie będzie miała. Nie chcę byś spojrzał na plusy zakupu domu tylko na wzgląd dziecka. Pomyśl jak lubisz grillować tam będziesz mógł kiedy chcesz a tutaj ? Dobrze wiesz, że to nie możliwe.
Eryk był prostym człowiekiem co ułatwiało jej znalezienie dla niego pozytywnych argumentów i wykorzystanie tego co był wstanie zobaczyć i zrozumieć. Nie wysilała się na wyszukiwanie głębszych teorii, tego by nawet nie zrozumiał.Czasem przyglądała mu się wieczorami i zastanawiała się nad tym co tak naprawdę w nim widziała jako młoda dziewczyna. Co w nim ją porwało? Jakie cechy ją zachwyciły? Do dziś nie rozumiała tak naprawdę swoich uczuć. Powiadają, że przeciwieństwa się przyciągają , teraz wiedziała że to kompletna bzdura która jest jedynym wytłumaczeniem pociągu seksualnego. Co dwoje ludzi może łączyć jeśli intelektualnie jest miedzy nimi taka przepaść? Uśmiechnęła się do siebie spoglądając przed siebie w zamyśleniu.
-To zakupmy mieszkanie w blokach i działkę, wyjdzie na to samo! Blanko czy ty naprawdę nie zdajesz sobie sprawy z tego ile pracy jest przy domu ? Jakie koszty remontu poniesiemy? Ja sam sobie z tym wszystkim nie poradzę a dobrze wiesz, że ty mi nie pomożesz. To nie jest dobry pomysł!
-Eyku ja cię naprawdę bardzo proszę! Nie komplikuj bardziej rzeczy które nie są skomplikowane wcale. Pomyśl nad tym. Oczywiście to też egoistyczne moje podejście bo to moje marzenie ale do jasnej cholery sam obiecywałeś że spełnisz moje marzenia! - Odwróciła się do niego plecami udając obrażenie się co podkreśliła typowym dla niej kapryśnym stęknięciem. Uwielbiał gdy zachowywała się jak dziecko , bawiło go to. A ona to wykorzystywała.
Zamyśliła się na chwilę przypominając sobie najszczęśliwsze chwile ze swojego dziecięctwa gdy  pasła krowy na łące w Dominiczynie. Czas który spędzała u rodziny  był dla niej wyjątkowy. Przekraczając furtkę klękała i całowała ziemie na której postawiła swoje małe stopy. Wiatr rozwiewał jej czarne długie włosy witając ją w domu. To chwile które zostały jej w pamięci i nigdy nie umknęły. Nie zostaną pożarte przez współczesne nowinki i wygodę miastowych murów. Bezpieczeństwo, miłość i rodzinność - to czuła w domostwie swojej ciotki.
Dominiczyn to wieś w której jakby czas stanął w poprzednim stuleciu, niedotknięty cywilizacją ani nowoczesnością. Wokoło pola uprawne,lasy i małe domki w większości drewniane w których zamieszkiwały staruszki pamiętające trudne czasy wojenne. Typowo jak na stary styl pobudowane domy z bali i budynki gospodarcze wypełniały zwierzęta, siano i słoma. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku nikt tutaj nie używał traktorów do zaprzęgów trzymano konie rasy zimnokrwistej. Wytrzymałe na ciężką pracę na roli ale zadbane i pieczołowicie karmione.W tym rejonie uprawiano przede wszystkim tytoń. Cała wieś z tego się utrzymywała, hektary pól obrastały tytoniem. Pod koniec lata ścinano ich duże liście nawlekając na drut i wiązano w pierścienie. Następnie wieszano w dużej suszarni przypominającej z zewnątrz zwykłą stodołę za to w środku gorące powietrze otulało stopniowo warstwy pierścieni susząc liście zmieniając ich kolor na brązowy. Przed suszarnią znajdowało się palenisko otulone małą drewnianą przybudówką do której schodziło się drewnianymi schodami pod ziemię. Tam dokładano całą dobę drewna by ogień nie wygasł ale i pilnowano by temperatura zbyt gwałtownie nie wzrosła bo zamiast delikatnie suszyć liście by się przypaliły tracąc na wartości.Wysuszone liście sprzedawano. Coroczny zastrzyk gotówki ze sprzedanego tytoniu dawał szansę na zakup nasion i nawozu na przyszły rok.
 Dodatkowym zarobkiem była codzienna sprzedaż mleka krowiego do mleczarni. Wozem podjeżdżano na główny plac niedaleko kościoła gdzie zewsząd zjeżdżali się na rowerach gospodarze  z bańkami pełnego słodkiego i tłustego mleka.
Paszę dla zwierząt uprawiano na sąsiadującym polu koło domu, latem złote kłosa jęczmienia szumiały i lśniły złociście na słońcu. Często Blanka bawiła się z innymi dziećmi w chowanego ukrywając się w gąszczu zbóż. Wychodząc z niego pokłuta od ostrego źdźbła z czerwonymi kropkami na ramionach i nogach. Za budynkami gospodarczymi po jednej stronie rosła pszenica którą po zbiorach mielono w pobliskim młynie na mąkę. Po drugiej zaś stronie ogromny warzywny ogród który zimą  wzbogacał piwniczkę. Pełne skrzynie warzyw okopowych zasypanych wilgotnym piachem i regały pełne słoików marynowanych octem lub kiszonych warzyw. Przeciery warzywne i słodkie drzemy z owoców z sadu przy domu, których zapach roznosił swą aromatyczną woń gdy ciotka smażyła powidła i kroiła jabłka które układała pieczołowicie do słoików zalewając syropem z cukrem i goździkami.
Po podwórku spacerował i żerował wszelaki drób jedynie tuż przed domem ogrodzone małym białym płotkiem rosły kwiaty które zapachem budziły o świcie. Kusiły pszczoły swym nektarem z którego ciotka miała na cały rok miód który rozgrzewał ją w zimowe wieczory. Okiennice pomalowane na niebiesko odstraszały owady a  w oknach wisiały ręcznie haftowane firanki i zasłony.
Cały ten obraz przypomniał bajkę, ciotka mieszkała na uboczu.  Gotowała na piecu kaflowym pyszne zdrowe posiłki które swym zapachem roznosiły się po okolicy. Pachnące placki z owocami na parapecie stygnąc kusiły biegające szczenięta. Krowy pasące się na łące obserwowała z okna gdy odpoczywała po obiedzie. Zielona trawa, kolorowe kwiaty,  las pełen owoców a jesienią grzybów szumiał od powiewów czystego powietrza i krystaliczna woda ze studni. To wszystko co ją otaczało w wakacyjne dni gdy odwiedzała ciotkę  zapisało się pięknym obrazem w pamięci. Stało się wizją na przyszłe lata jej życia, stało się celem do którego dążyć chciała jako dorosła kobieta.
Potrząsnęła głową instynktownie jakby upomniała się, że czas wrócić do szarej rzeczywistości i spojrzała na Eryka błagająco. Wiedział ile to dla niej znaczy.
- Dobrze, szukajmy domu- powiedział ciężko jakby zmusił się do tego aktu łaski.