sobota, 10 października 2015

Rozdział Pierwszy
Myśl




                         Zaczęło się od myśli. Myśl rozwijała się w niej od dziecka. Stopniowo i powoli. Ona nie pozwalała czasem zasnąć, kołatało się w niej niczym stłumiona krew w zatkanej żyle. Tętniła, dudniła. Pragnąć płynąć, krążyć i dotleniając wszystkie komórki. Tworzyć nowe życie. Chciała iść dalej. Czas grał jej na korzyć. Moment w którym była dał szansę na spełnienie marzeń. Jedyną przeszkodą był Eryk.
Stał niczym pomnik na drodze do jej szczęścia, klinując rozwój myśli w który w niej postępował.
Mieszkanie w wieżowcu w handlowym centrum Częstochowy był spełnieniem jego marzeń, czego było mu trzeba więcej ? Do sklepów blisko, do pracy dojazd komunikacją miejską. Niczego mu nie brakowało. Miał ładnie umeblowane mieszkanie, które rzecz jasna nie należało do niego ale nie przeszkadzało mu płacenie horrendalnego wynajmu właścicielom. Po co miałby sobie komplikować życie kredytem? Uwiązaniem się na kolejne dwadzieścia lat? Po jaką cholerę! - pomyślał.
Blanka za to patrzyła przed siebie, w oczach szkliły jej się napływające łzy. Ciężko było jej ukryć o czym własnie myślała. Nawet nie chciała, czuła że jeśli w tym momencie czegoś nie powie będzie dla niej to końcem tematu którego nawet nie zaczęła. Chciała krzyczeć i wrzeszczeć jakie to dla niej ważne ale wiedziała że takim rodzajem rozmowy nic nie wskóra.
-Eryku pomyśl o dziecku, będzie miała na wsi inne życie. Świeże powietrze, przestrzeń to wszystko co my mieliśmy w dzieciństwie czego ona tu w mieście nie będzie miała. Nie chcę byś spojrzał na plusy zakupu domu tylko na wzgląd dziecka. Pomyśl jak lubisz grillować tam będziesz mógł kiedy chcesz a tutaj ? Dobrze wiesz, że to nie możliwe.
Eryk był prostym człowiekiem co ułatwiało jej znalezienie dla niego pozytywnych argumentów i wykorzystanie tego co był wstanie zobaczyć i zrozumieć. Nie wysilała się na wyszukiwanie głębszych teorii, tego by nawet nie zrozumiał.Czasem przyglądała mu się wieczorami i zastanawiała się nad tym co tak naprawdę w nim widziała jako młoda dziewczyna. Co w nim ją porwało? Jakie cechy ją zachwyciły? Do dziś nie rozumiała tak naprawdę swoich uczuć. Powiadają, że przeciwieństwa się przyciągają , teraz wiedziała że to kompletna bzdura która jest jedynym wytłumaczeniem pociągu seksualnego. Co dwoje ludzi może łączyć jeśli intelektualnie jest miedzy nimi taka przepaść? Uśmiechnęła się do siebie spoglądając przed siebie w zamyśleniu.
-To zakupmy mieszkanie w blokach i działkę, wyjdzie na to samo! Blanko czy ty naprawdę nie zdajesz sobie sprawy z tego ile pracy jest przy domu ? Jakie koszty remontu poniesiemy? Ja sam sobie z tym wszystkim nie poradzę a dobrze wiesz, że ty mi nie pomożesz. To nie jest dobry pomysł!
-Eyku ja cię naprawdę bardzo proszę! Nie komplikuj bardziej rzeczy które nie są skomplikowane wcale. Pomyśl nad tym. Oczywiście to też egoistyczne moje podejście bo to moje marzenie ale do jasnej cholery sam obiecywałeś że spełnisz moje marzenia! - Odwróciła się do niego plecami udając obrażenie się co podkreśliła typowym dla niej kapryśnym stęknięciem. Uwielbiał gdy zachowywała się jak dziecko , bawiło go to. A ona to wykorzystywała.
Zamyśliła się na chwilę przypominając sobie najszczęśliwsze chwile ze swojego dziecięctwa gdy  pasła krowy na łące w Dominiczynie. Czas który spędzała u rodziny  był dla niej wyjątkowy. Przekraczając furtkę klękała i całowała ziemie na której postawiła swoje małe stopy. Wiatr rozwiewał jej czarne długie włosy witając ją w domu. To chwile które zostały jej w pamięci i nigdy nie umknęły. Nie zostaną pożarte przez współczesne nowinki i wygodę miastowych murów. Bezpieczeństwo, miłość i rodzinność - to czuła w domostwie swojej ciotki.
Dominiczyn to wieś w której jakby czas stanął w poprzednim stuleciu, niedotknięty cywilizacją ani nowoczesnością. Wokoło pola uprawne,lasy i małe domki w większości drewniane w których zamieszkiwały staruszki pamiętające trudne czasy wojenne. Typowo jak na stary styl pobudowane domy z bali i budynki gospodarcze wypełniały zwierzęta, siano i słoma. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku nikt tutaj nie używał traktorów do zaprzęgów trzymano konie rasy zimnokrwistej. Wytrzymałe na ciężką pracę na roli ale zadbane i pieczołowicie karmione.W tym rejonie uprawiano przede wszystkim tytoń. Cała wieś z tego się utrzymywała, hektary pól obrastały tytoniem. Pod koniec lata ścinano ich duże liście nawlekając na drut i wiązano w pierścienie. Następnie wieszano w dużej suszarni przypominającej z zewnątrz zwykłą stodołę za to w środku gorące powietrze otulało stopniowo warstwy pierścieni susząc liście zmieniając ich kolor na brązowy. Przed suszarnią znajdowało się palenisko otulone małą drewnianą przybudówką do której schodziło się drewnianymi schodami pod ziemię. Tam dokładano całą dobę drewna by ogień nie wygasł ale i pilnowano by temperatura zbyt gwałtownie nie wzrosła bo zamiast delikatnie suszyć liście by się przypaliły tracąc na wartości.Wysuszone liście sprzedawano. Coroczny zastrzyk gotówki ze sprzedanego tytoniu dawał szansę na zakup nasion i nawozu na przyszły rok.
 Dodatkowym zarobkiem była codzienna sprzedaż mleka krowiego do mleczarni. Wozem podjeżdżano na główny plac niedaleko kościoła gdzie zewsząd zjeżdżali się na rowerach gospodarze  z bańkami pełnego słodkiego i tłustego mleka.
Paszę dla zwierząt uprawiano na sąsiadującym polu koło domu, latem złote kłosa jęczmienia szumiały i lśniły złociście na słońcu. Często Blanka bawiła się z innymi dziećmi w chowanego ukrywając się w gąszczu zbóż. Wychodząc z niego pokłuta od ostrego źdźbła z czerwonymi kropkami na ramionach i nogach. Za budynkami gospodarczymi po jednej stronie rosła pszenica którą po zbiorach mielono w pobliskim młynie na mąkę. Po drugiej zaś stronie ogromny warzywny ogród który zimą  wzbogacał piwniczkę. Pełne skrzynie warzyw okopowych zasypanych wilgotnym piachem i regały pełne słoików marynowanych octem lub kiszonych warzyw. Przeciery warzywne i słodkie drzemy z owoców z sadu przy domu, których zapach roznosił swą aromatyczną woń gdy ciotka smażyła powidła i kroiła jabłka które układała pieczołowicie do słoików zalewając syropem z cukrem i goździkami.
Po podwórku spacerował i żerował wszelaki drób jedynie tuż przed domem ogrodzone małym białym płotkiem rosły kwiaty które zapachem budziły o świcie. Kusiły pszczoły swym nektarem z którego ciotka miała na cały rok miód który rozgrzewał ją w zimowe wieczory. Okiennice pomalowane na niebiesko odstraszały owady a  w oknach wisiały ręcznie haftowane firanki i zasłony.
Cały ten obraz przypomniał bajkę, ciotka mieszkała na uboczu.  Gotowała na piecu kaflowym pyszne zdrowe posiłki które swym zapachem roznosiły się po okolicy. Pachnące placki z owocami na parapecie stygnąc kusiły biegające szczenięta. Krowy pasące się na łące obserwowała z okna gdy odpoczywała po obiedzie. Zielona trawa, kolorowe kwiaty,  las pełen owoców a jesienią grzybów szumiał od powiewów czystego powietrza i krystaliczna woda ze studni. To wszystko co ją otaczało w wakacyjne dni gdy odwiedzała ciotkę  zapisało się pięknym obrazem w pamięci. Stało się wizją na przyszłe lata jej życia, stało się celem do którego dążyć chciała jako dorosła kobieta.
Potrząsnęła głową instynktownie jakby upomniała się, że czas wrócić do szarej rzeczywistości i spojrzała na Eryka błagająco. Wiedział ile to dla niej znaczy.
- Dobrze, szukajmy domu- powiedział ciężko jakby zmusił się do tego aktu łaski.








3 komentarze:

  1. Czytam o Twoim życiu od początku istnienia Twojego pierwszego bloga... Po kilku dobrych latach decyduję się na pierwszy komentarz... Jesteś świetna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się że napisałaś :) a ja jestem po prostu ot taka dziwna zwichrowana :)

      Usuń