poniedziałek, 26 października 2015

Blanka szybkim choć bezpiecznym manewrem podjechała pod dom swoim granatowym kombi. Samochód z łatwością wjechał w wąską bramę, lekko wchodząc w poślizg. Droga była oblodzona a zima nie oszczędzała chłodem i śniegiem otulając wieś puchem. Wyciągając kluczyk ze stacyjki oparła łokcie o kierownice spojrzała przed siebie, jej oczy zaszły szklistą mgłą radości pomieszanej ze strachem. To jest już moje - odetchnęła głęboko czując wciąż poranne mdłości- Nasze -poprawiła się zawstydzona. Za rogu domu Eryk z szeroko uśmiechniętą twarzą wyszedł jej na powitanie. Ubrany od stup do głów jak przystało na budowlańca zimową porą, w czarną kurtkę która okrywała kilku warstwowe ubranie a daszek czapki wychylał się spod kaptura. Twarz poczerwieniała od mrozu i zmęczenia, nie ujmowało to jednak jego naturalnemu wdziękowi. Pociągał ją mimo tych warstw ubrań i nigdy nie potrafiła tego przed nim dobrze ukryć. Miał łagodne chłopięce rysy które podkreślały duże zielone oczy, wciąż panujący nieład jego włosów zmuszał go do ścinania na krótko, dodając mu męskości. Trzy dniowy zarost skrywał delikatne rysy choć zapuszczany był z braku motywacji i chęci Eryka niż zaplanowanego działania. Pracował przy dociepleniach budynków mieszkalnych lecz nie tylko na tym się znał. Często zmieniał pracę i między czasie uczył się nowych specjalizacji. Był na tyle rzetelnym i dobrym pracownikiem, że każdy z pracodawców nie potrafił znaleźć na jego miejsce podobnego do niego człowieka, gdy odchodził znudzony poszukując czegoś nowego. Praca dawała mu wiele radości, dzięki niej rozwijał się i uczył co rusz nowego zawodu. Szybko pojmował w czym rzecz stając się jednym z najlepszych. Mimo ciągłej pracy i pogoni za satysfakcją uwielbiał podróżować. Za czasów gdy był kawalerem po prostu wsiadał w pierwszy lepszy pociąg i jechał przed siebie poznając nowych ludzi i miejsca. Typ niewzruszony i pożądliwy nowych wrażeń, teraz osiadł w jednym miejscu u boku ukochanej mu kobiety. Była jego muzą, miłością życia której nie był wstanie okiełznać i zdominować na tyle by poczuć się pewnie w tym związku. Jednak nie wyobrażał sobie życia bez Blanki i ich córeczki, teraz gdy nosiła jego syna dumnie spoglądał na swoją rodzinę, czując że spełnił się jako mężczyzna. Zadrżała od wiatru jaki ją przeniknął wychodząc już z ogrzanego samochodu.
-Przywiozłam materiały, jak prosiłeś- rozejrzała się w około kierując wzrok na dom który jeszcze tak bardzo odbiegał od ideału jaki sobie zamierzyła.
-Dzięki wielkie! Nie wiem co bym bez ciebie zrobił!- z nutką ironii jak mu się zdarzało wypowiadać te słowa- Dobrze się czujesz? Wyglądasz na zmęczoną?
Uciekła wzrokiem od odpowiedzi bo przecież było jasne jak mogła się czuć. Było jej już to znane mimo, że tym razem jest inaczej. Wyjątkowo inaczej, brak czasu skoncentrowania się na sobie i na tej niezwykłej chwili.
- Zaraz wracam - odwróciła się i poszła przed siebie tam gdzie uciekała od kilku dni przyjeżdżając z miasta.
Kilka kroków dalej stojąc przed ogromną starą pięćdziesięcioletnią stodołą zadrżała w myśli ile to drewno czuło rąk kiedy je otwierano. Złapała mocno za ogromne drzwi walcząc z wiatrem, wchodząc do środka podmuch rzucił drzwiami tak mocno, że odbiły się od jej pięt. Skrzywiła się robiąc krok do przodu
- Mimo wszystko zabolało! Tak mnie witasz?- ucięła z cierpkim wyrazem twarzy.
Budynek swoje przeżył, między deskami widniały duże szczeliny po wyrwanych od wiatru desek. Poczuła przenikliwie piękny zapach siana i słomy co przypomniało jej najpiękniejsze chwile z dzieciństwa. Mało było tych dobrych jednak jak ma pamiętać te szczególe chwile, to na pewno wiązały się z zapachem siana i zwierząt. Stodoła podzielona została na dwie strony gdzie trzymano siano i rzepak a po środku widniała spora ścieżka uścielana toczakami i zasypana torfem.
Przejazd dla maszyn rolniczych-pomyślała. Ciężki dach o spadzistych krawędziach skrzypiał pochmurnie. Doszła do drzwi na końcu budynku przez które przejeżdżały niegdyś traktory na pola uprawne. W desce widniała spora szczelina przez którą wyjrzała , widok olśnił jej umysł- mimo że nie pierwszy już raz na niego patrzała- czuła nieprzeniknione olśnienie a w myślach zobaczyła wypełniające się pastwiska zwierzętami. Kawałek poletka który należał już pod ogród kołysał się od zarośli. Poczuła znów nieprzeniknione mdłości, zakręciło jej się w głowie- sama nie wiedziała czy od emocji czy od stanu w jakim była- czuła jednak że musi złapać się belki by nie upaść.
-Tak kochanie to będziemy realizować, Ty i Ja razem mimo wszystko! Przeciw wszystkim!
Jedyne co wciąż tkwiło w jej głowie, to ta męcząca ją myśl - Jak przekonam Eryka do swoich planów które tak bardzo odbiegają od jego?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz